Jesteś tutaj

Kwarantanna

Kwarantanna

Marzec 2020r.

           Wiosna. Co to za wiosna, kiedy zewsząd słyszysz nawoływania - zostań w domu, zostań w domu. A tu zielenieją drzewa, na trawnikach bieleją stada stokrotek a krzewy forsycji świecą jak słońce o poranku. Wszystko to przyciąga jak magnez.
Zostań w domu, zostań w domu…

 

4 marca

          Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Śledzę wiadomości ze świata. Chiny zmagają się z epidemią, Włochy - sytuacja coraz gorsza. Rozłazi się to świństwo na coraz to inne kraje. Efekt domina. Strach. Kto może wraca do domu z zagranicy. Uruchomiono akcję “LOT do domu”. W kryzysowych sytuacjach najlepiej być w swoim domu i wśród swoich. Zrobiłam najpotrzebniejsze zakupy. Starczy na tydzień albo i dwa.

         Syn zapakował rodzinę i wyjechali na wieś. Oboje z synową mogą pracować zdalnie. Dzieci i pies mają wybieg w ogrodzie. Proponują mi wyjazd. Może pojechałabym na kilka dni, ale czy to wiadomo, jak długo to wszystko potrwa. Zdaję sobie sprawę, że jestem w grupie większego ryzyka, zostaję w domu.

          Zamknięto salony fryzjerskie i kosmetyczne. Nie ma pracy, nie ma pieniędzy. Współczuję tym, którzy prowadzą swoje małe biznesy. Stwierdzam, że bycie emerytem ma jednak swoje  dobre strony. Zamykają się kolejno hotele, bary, pizzerie. Rząd myśli o tarczy antykryzysowej.

       Wychodzę na krótki spacer dookoła zbiornika wodnego. Ludzi mało. Matki z dziećmi, spacerowicze z pieskami. Każdy pies to taki namacalny pretekst do wyjścia z domu. Każdy zachowuje odległość około dwóch metrów od siebie. Stwierdzam, że jednak jesteśmy karnym narodem, chociaż tych mniej uważnych przywołuje do porządku policja.

       W domu chodzę od okna do okna. Odwołane zajęcia z malowania, odwołane spotkania w Klubie Seniora. Maluję zatem w domu. Kiedy maluję czas płynie szybciej.

       Dziś upiekłam ciasto drożdżowe. Stwierdzam, że sama będę je jadła przez cały tydzień. Umawiam się z córką, która wychodzi z psem na spacer. Spotykamy się na ławeczce nad jeziorkiem. Siadamy na przeciwległych końcach ławki. Daję ciasto, dostaję sałatkę. Obok przejeżdża policyjny radiowóz. Z megafonów rozlega się głos:  “Zostańcie w domu…”

 Śledzę sytuację w kraju. Codziennie nowe zachorowania w Polsce.

 

12 marca 

          Pomorskie jeszcze „czyste”. Nadrabiam zaległości w czytaniu książek. Telewizja i internet to teraz okno na świat. Staram się żeby w domu było normalnie. Jestem optymistką, łatwo się nie poddam. Codziennie sprzątam mieszkanie, ścielę łóżko, odkurzam, robię sobie makijaż, maluję paznokcie, gotuję. Potem czytam, oglądam seriale, rozwiązuję krzyżówki. Jak długo wytrzymam tak sama ze sobą? Jak zacznę rozmawiać z telewizorem, będzie źle.

 

14 marca

        Dwa pierwsze przypadki koronawirusa w pomorskiem.  Ogółem w kraju 84 przypadki zakażenia, w tym 2 śmiertelne.

        Dni spędzane samotnie w domu stają się coraz dłuższe. Coraz bardziej brakuje mi kontaktu z rodziną, spacerów z wnukami, cotygodniowych spotkań z koleżankami. Kilka razy dziennie telefonuję do znajomych, odbieram telefony. Wszyscy czujemy się podobnie. A tu jeszcze zima próbuje się z nami podroczyć. Za oknem biało, ale tylko na chwilę. Temperatura -2 stopnie C. W marcu jak w garncu. Z moimi dziećmi widuję się przez komunikator WhatsApp. Upominają mnie codziennie – “Mamo nie wychodź z domu. Uważaj na siebie”. Uważam, uważam. Mam zamiar jeszcze długo cieszyć się wnukami.

Niedługo Święta Wielkanocne. Dziwne to będą za święta.

       Przeglądam stare fotografie. Utrwalone na zdjęciach rodzinne wypady za miasto, wyjazdy do rodziców na wieś, spotkania ze znajomymi. Na zdjęciach nasze dzieci takie małe, a dziś już wnuki dorastają. Zdaje się, jakby to było wczoraj. Rozkleiłam się. Wyrzucam stare  czasopisma. Coraz częściej łapię się na tym, że zaczynam chomikować coraz więcej rzeczy. Czyżby to o czymś świadczyło?

       Dziś przestudiowałam instrukcję obsługi pilota. Od miesiąca mam nowy dekoder. Dotąd wydawało mi się, że wystarczy umieć włączyć telewizor i przełączyć kanały. Teraz  nauczyłam się nagrywać interesujące mnie programy, których w danym momencie nie mogę obejrzeć. Potrzeba matką wynalazków. Jestem z siebie dumna.

 

3 marca 

      57 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce . Łącznie 749 w tym 8 osób zmarło.

       Kilka ostatnich dni było dosyć wietrznych. Teren od zaplecza mojej Biedronki usiany jednorazowymi plastikowymi rękawiczkami. Zaczepione o suche źdźbła traw łopoczą na wietrze jak skrzydła białych ptaków złapanych w niewidzialne sidła. Napisałam na FB do Biedronki, sygnalizując problem. Zareagowali szybko. Teren zaplecza sklepu został posprzątany. Szkoda tylko, że w myśl zasady: nasze śmieci za naszym płotem już nie są nasze. Cóż, nazajutrz koparki splantowały teren, a ja przestałam się czepiać.

        Teraz codziennie coś dzieje się na niezagospodarowanym placu przed moim domem. Szukam w internecie informacji na temat nowej inwestycji. Strach się bać. Może przed oknami wyrośnie nam jakiś wieżowiec. Okazuje się, że w ramach Budżetu Obywatelskiego będziemy mieć piękny teren rekreacyjny z ogrodzonym boiskiem, trawnikami i ławeczkami. Wydeptane na dziko ścieżki zostaną utwardzone i zakończone bezpiecznymi schodkami prowadzącymi do przejścia przez ulicę. Do 15 maja mam więc bezpłatne budzenie o godzinie 7 rano. W zamian za to dokumentuję postęp pra, robiąc codziennie zdjęcia komórką.

  

6 kwietnia

        99 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Łącznie liczba zakażonych 4201.

        Dzisiaj się zbuntowałam. Nie włączam telewizora. Cały dzień chodzę w podomce i słucham piosenek Ryszarda Rynkowskiego. Posiaduję, poleguję. Nie chcę słyszeć żadnych nowych wiadomości. Udaję, że epidemii nie ma. Za to wydeptuję drogę do lodówki. Wszystkie postanowienia dotyczące rozsądnego żywienia wzięły w łeb. I gdzie tu moja silna wola? 

        Dzwonią moje córki. Nie przyznaję się, że mam dzisiaj gorszy dzień. Wieczorem bolą mnie plecy. Brakuje mi ruchu, spacerów na powietrzu. Czasami zapamiętuję fragmenty przeczytanych wierszy lub piosenek. Przypominają mi się w odpowiednich momentach. „Masz obowiązek szczęścia wobec innych, by nie truć ich swoją goryczą”. No właśnie.

        Wieczór. Pełnia księżyca. Wielka złota tarcza wisi na tle aksamitnego bezchmurnego nieba. Piękny widok. Aż trudno oderwać wzrok. Zasłaniam szczelnie okno. W ciemności śpi się lepiej, nie będzie mi tu ciekawski zaglądał. Od pewnego czasu zapisuję swoje sny. Kiedy czytam te zapiski, śmieję się w głos. Od jutra biorę się w garść.

       Kończą mi się leki, które przyjmuję na stałe. Dzwonię więc do przychodni. Proszą mnie, żeby napisać e-maila z nazwą leku. Za trzy dni dostaję telefonicznie kod, który należy podać w aptece. Wysyłam to wszystko córce. Wieczorem mam już nowy zapas potrzebnych leków. Super. Jaka oszczędność czasu i papieru.

Z myślą o zbliżających się Świętach Wielkanocnych sporządzam listę zakupów, którą wysyłam zięciowi. Nazajutrz znajduję pod drzwiami zrealizowane zamówienie. Zaczyna mi się to podobać.

      W słoneczne dni dużo czasu spędzam na balkonie. Często z książką lub krzyżówką. Wróble na krzaku bzu umilają mi czas ćwierkaniem. 

 

10 kwietnia

         101 rocznica urodzin mojego taty. Nie ma go z nami już dwanaście lat. Zapalam świeczkę. Pozostanie na zawsze w naszych sercach i wspomnieniach. Dobrych wspomnieniach. Będzie to również dziesiąta rocznica katastrofy smoleńskiej. Tak bolesna dla nas Polaków.

 

   11 kwietnia 

           268 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Łącznie liczba zakażonych 6356

           Dziś pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. Stół nakryty do świątecznego śniadania. Jak tu się cieszyć, kiedy siedzi się przy stole samotnie. O godzinie 10:00  wszyscy włączyliśmy telefony i jedliśmy świąteczne śniadanie razem. Razem, ale osobno. Chciałoby się  przytulić dzieci, wnuki i wyjść razem na spacer. We Mszy Św. Rezurekcyjnej można uczestniczyć oglądając ją w internecie lub w telewizji. Puste kościoły, smutny widok. Te radosne święta w dobie pandemii nabierają zupełnie innego wymiaru. W lany poniedziałek na ulicach pusto. Kiedyś w poniedziałek wielkanocny strach było wyjść z domu. Dzieciaki biegały z butelkami i wiadrami wody. Każdemu się dostało.

 

     15 kwietnia 

         206 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Łącznie mamy już 7408 przypadków.

        Oglądam wiadomości. Puste ulice, puste plaże. Wyludnione miasta. Smutni ludzie śpieszący jakby z zawstydzeniem i obawą załatwiać najpotrzebniejsze sprawy. Długie kolejki przed sklepami, ponieważ obowiązuje zasada – trzy osoby na jedną kasę. Ludzie stoją cie rpliwie, zachowując dwumetrowe odległości między sobą. Przed świętami stało się w kolejce nawet do dwóch godzin. Seniorzy mogą robić zakupy w godzinach od 10.00 do 12.00 i chwała temu, kto wpadł na taki pomysł. Przed wejściem na salę sprzedażową stoi pojemnik z jednorazowymi rękawiczkami i płyn do dezynfekcji. Twarze klientów zasłonięte chustką lub maseczką. I jak tu się uśmiechnąć do sąsiada, zagadać? Od 16 kwietnia jest obowiązek noszenia maseczek w miejscach publicznych.Na szczęście towaru w sklepie nie brakuje.

         Kończę czytać kolejną książkę. To już szósta od początku kwarantanny. Czekam z niecierpliwością, kiedy znów otworzą biblioteki. Dzień podobny do dnia. Czasami łapię się na tym, że nie wiem, jaki jest dzień tygodnia. Na dworze coraz cieplej, w piękne słoneczne dni bardziej dokucza samotne siedzenie w domu.

         Dziś rano weszłam na wagę. O rany! To wszystko przez te spacery w kierunku lodówki. Od jutra zbliżam się do niej tylko w maseczce.

         Dostałam SMS, że zbliża się koniec świata. Oj tam, oj tam, każdy ma swój własny koniec świata. Dla jednego będzie to odejście ukochanej osoby, dla innego oblany egzamin, a jeszcze dla kogoś zgubiony portfel. Przytoczę taki cytat: „Nie jest ważne to, co się zdarzy, ważne, jak ty to przyjmiesz.” Staram się postępować według powyższego

 

   21 kwietnia 

      263 nowe przypadki zakażenia  koronawirusem. Łącznie jest już 9856 przypadków.

      Postanowiłam. Dziś wychodzę na dłuższy spacer. Poluzowano trochę nałożone obostrzenia. Można wychodzić w celach rekreacyjnych pod warunkiem, że usta i nos są zakryte maseczką lub chustką. Uszyłam sobie kilka maseczek. Ręcznie. Maszyna do szycia nieużywana kilka lat zupełnie zastrajkowała. Można też spacerować po lesie. Myślę, że zakaz wstępu do lasu najbardziej podobał się żyjącym tam zwierzętom. Wreszcie miały święty spokój. 

      Siedzę na ławeczce nad zbiornikiem wodnym. Obserwuję ludzi i ptaki. Spacerowicze mają twarze zakryte maseczkami, zachowują odległości między sobą. Jednak strach trzyma nas w ryzach. Wierzę, że również rozsądek. Tylko ptaki jak gdyby nic, żyją swoim życiem. Łyski wysiadują jaja w gniazdach, które uwiły z suchej trzciny, mewy krążą nad wyspą a łabędzie z głośnym krzykiem przeganiają intruzów na drugi koniec jeziora. Słońce grzeje, delikatny wietrzyk targa nam włosy i wydaje się, że wszystko jest tak jak kiedyś. Niestety, wszyscy wiemy, że tak jak kiedyś nie będzie już nigdy. Wiele rzeczy trzeba będzie zaczynać od początku w zupełnie innej rzeczywistości.  

 

23 kwietnia

       Imieniny Wojciecha. Przysłowie mówi: „W dzień Wojciecha Świętego ptaki przylatują jego” .Bociany nazywano kiedyś przez lud wojtkami. Przyleciały. Wczoraj dostałam filmik od córki, jak całe stado bocianów spaceruje po łące.  

Szkoły zamknięte na kolejny miesiąc, czyli do 24 maja.

 

 25 kwietnia 

        206 nowych przypadków koronawirusa w Polsce. Łącznie 11273 zakażone osoby. 

       O 6.25 budzi mnie słońce. Jaki to dzisiaj dzień? Sobota. Silny zimny wiatr przegania postrzępione chmury. Według prognozy pogody miało padać. Susza daje się nam we znaki. Czekamy deszczu jak przysłowiowa kania dżdżu.

 

30 kwietnia 

         Mamy już 12877 przypadków koronawirusa w Polsce.

         Dziś czwartek, ostatni dzień miesiąca. Jest piękny, słoneczny i ciepły dzień. Trudno już wysiedzieć w domu. Wychodzę na dłuższy spacer. W maseczce trudniej mi się oddycha. Poszukuję odludnych miejsc, gdzie mogę choć na chwilę zsunąć maseczkę i odetchnąć pełną piersią. Dobrze, że niedaleko mojego domu są jeszcze takie miejsca.

         Majówka, czas spacerów, rodzinnych wyjazdów, spotkań z przyjaciółmi przy grillu. Okazuje się, że trzeba i można spędzić ten czas inaczej. Zamiast przyjaciół i rodziny - książka i telewizja, zamiast grilla - kanapka i sałatka w domu, a potem krótki spacer i to koniecznie z parasolem, bo wreszcie zaczęło padać. Tę majówkę 2020 długo będziemy pamiętać. 

         Czekam z niecierpliwością na informacje, że liczba zakażonych maleje. Jestem dobrej myśli. Przecież nic nie trwa wiecznie.  

 

3 maja 

          318 nowych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce. Łącznie 13 693 osoby. Zmarło 678 osób. Dobra wiadomość jest taka, że 3945 osób wyzdrowiało.

          Jakie miałabym plany na kolejny tydzień bez epidemii ?

          Oddanie książki do biblioteki, kawa z koleżankami na mieście, doładowanie karty miejskiej, zabranie wnuków na spacer, wstąpienie do apteki, sprawdzenie, co nowego grają w kinie, umówienie się z koleżanką na wernisaż, odwiedzenie rodziny, zajęcia z malarstwa, zrobienie zakupów, ugotowanie obiadu, wysłanie wiersza na konkurs poetycki, kupienie prezentu imieninowego dla kuzynki, zarejestrowanie się na wizytę lekarską, odwiedzenie cmentarza...

Podczas ostatnich dwóch miesięcy nie zrobiłam większości z tych rzeczy i świat się nie zawalił. Sama już nie wiem, czy to dobrze czy źle.

I tylko drzewa się zielenią, chmury płyną po niebie, a wróble, ćwierkając wesoło, obsiadły krzak bzu pod oknem. Szczęśliwe. I nawet padać zaczęło.

 

Bilans dwóch miesięcy kwarantanny.

- generalnie wysprzątanie mieszkanie (znów się kurzy),

- przeczytane sześciu książek (czytam kolejną),

- uporządkowane dokumenty (na razie bez zmian),

- upieczone cztery ciasta (przerzuciłam się na bułeczki),

- namalowane trzy obrazy (teraz wena mnie opuściła),

- napisane osiem wierszy (na pewno napiszę kolejne),

- przybranie na wadze dwóch kilogramów (koniecznie wrócić do poprzedniej wagi),

- posegregowane zdjęcia (kupić nowe albumy),

- wykonanie X połączeń telefonicznych (co za szczęście, że rozmowy bez limitu),

- zaoszczędzenie pewnej kwoty pieniędzy (skutek pozamykania galerii handlowych).

 

Maria Pieczonka