Jesteś tutaj

Spotkania z poezją. Ewa Krefft-Bladoszewska

Kategoria: 
/
Data wydarzenia: 
28.12.2020

Spotkania z poezją. Ewa Krefft-Bladoszewska

Konsultacje oraz wieczory poetyckie, podczas których spotykaliśmy się w Bibliotece Oliwskiej, z powodu panującej w kraju sytuacji uległy zawieszeniu ale świat poetycki nie przestał tętnić życiem! Co jakiś czas będą tu mogli Państwo znaleźć fragmenty twórczości członków Gdańskiego Klubu Poetów.

Ewa Krefft-Bladoszewska – zawodowo i emocjonalnie związana z książkami i kotami. Istnieje.


 

Do Tuwima

 

Julianie. Ja też bywam wichrem,

bywam falą i piaskiem,

podróżnikiem oceanicznych ścieżek.

 

Julianie. Ja czuję siebie w cieniach

mijanych kształtów ludzi.

Szeptach głosów i kocich pomrukach.

 

Julianie. Nie jestem tułaczem

płynącym okręgami miast.

Nie jestem wszędzie i nigdzie.

 

Julianie – jestem mną teraz i tu.

Jutro też mną, choć na odwrót.

Czasem sprzecznie – jak Ty.

 


 

Opowieść dymem

 

tak jest

że inni mogą być prawdziwi

być ciałem i żyć ciałem

być światem

 

jestem tylko zapachem

kadzidła drażniącego nocami

tylko wspomnieniem tętniącej żywicy

tęsknotą za tymi których nie znałam

mogę tylko wirować w korowodzie nut

tam gorycz miesza się z duchotą

zamknięta za grubym szkłem w obłędzie

obojętnym na tumany palącego dymu

 

orgiastyczne tańce z każdym kręgiem szybsze

wirują wichrem do wybuchu na śmierć czy życie

bez zmysłów bez pamięci

w rozpaczy w pożądaniu

mieszają się i zieją rozpalone szałem

 

lecz wybuch ich nie zniszczy

uwolni

po drugiej stronie strachu

zostaje tylko

obłęd


 

Nocami

 

myśli plączą się z sensami. Nocami

piekło odkrywa iskry pomiędzy dłońmi.

Zagubiony poza słowem i rajem

 

czas nocami przeplata uskrzydlone sny,

umyka od gniazd. Nie chcemy prawdy,

zamroczenie lepkimi marami wypełnia

przesenne doby, przedsenne dni.

 

Somnambulicy za dnia tylko nocami

oczyszczeni mogą wreszcie –

               oddychać.


 

Babciu

 

wszystkie statki przypominają mi dzieciństwo.

A dzieciństwo  to Ty.

Z modelami, które mozolnie strugałaś,

z mocowanym butaprenem takielunkiem.

Niezdarne dziecięce palce nie śmiały

poruszyć masztową banderą.

 

Moimi wspomnieniami porusza drewno,

któremu niegdyś kształtowałaś duszę

tamtym scyzorykiem z obdrapaną rączką.

 

Pamiętam Twoje dłonie pachnące klejem i tytoniem.

Teraz wracają do mnie w snach

nasze rozmowy. Ukochałam sobie

drażniący zapach tabaki.

 

Kiedy świat był tak ogromny i obcy ukojenie

przychodziło w szorstkim cieple swetra na Twoich ramionach.

I Twój uśmiech. Teraz niedokończony, jak wiersz –

zbyt szybko

odeszłaś.